Remont i malowanie daczy w Warszawie
Daczę mamy od lat w województwie mazowieckim, 50 kilometrów od Warszawy, w znanej miejscowości letniskowej. Wokół lasy, grzybne, a jakże, a w upalne dni do kąpieli zachęca pobliski staw. Zwłaszcza dużo radości mają dzieciaki, bo woda jest płytka, że i utopić się byłoby trudno, a dno piaszczyste, woda ciepła i przejrzysta.
No cóż, po latach użytkowania domku nadeszła pora remontu, najwyższa pora, bo dach gontem kryty zaczął przeciekać, a ścianom i sufitom zdecydowanie przydałoby się malowanie.
Ekipę remontową znaleźliśmy w Internecie, wpisując „remonty warszawa, ekipa remontowa z warszawy”, uzgodniliśmy zakres robót i cenę. Nawet gładko poszło. W umówionym terminie przyjechali fachmani, rozłożyli swój majdan: drabiny, narzędzia (z pędzlami włącznie), farby w sporych puszkach i inne w pakach materiały. No i ruszyli do roboty, nie powiem, sprawnie im to szło. Jeden zabrał się za skrobanie i mycie ścian wewnątrz domku, drugi wlazł na dach.
A że jestem towarzyski, to lubię sobie z ludźmi pogadać. Zacząłem z tym od malowania, wprawdzie zapach mydlin malarskich to nie specjalna perfuma, ale trudno. Trochę pogadaliśmy o sporcie, fakt – facet na piłce nożnej się znał, od razu widać, że kibic. Trochę o polityce, gość też nieźle w temacie oblatany, widać, że nie tylko dziennik ogląda. To się go i pytam – Przepraszam, ile klas Pan kończył? A on mi na to – ostatnio sześć klas z korytarzami.
Poszedłem pogadać trochę z tym na dachu. Zaciekawiło mnie, po co mu taki wiklinowy koszyk, z jakim na grzyby się chodzi, i co on z tego koszyka wyciąga i precyzyjnie utyka. Żeby jakoś rozmowę zagaić, pytam – jaki jest Pański zawód?
– Mechanik optyk.
– A co Pan robi?
– Obtykam mchem dach.
Fakt, najlepsze są materiały naturalne, bo to i ekologiczne, i przez stulecia przez przodków sprawdzone. Tą myślą pocieszony, poszedłem do kuchni zrobić herbatę dla malarza, dla mechanika i dla siebie, w końcu od gadania w gardle zasycha. No nie?